Michał był jeszcze młokos i niewiele więcej miał włosów na gębie niż u mnie na pięści
- Pozwól, siostro... Trafiło się to i mnie. W izbie nastało głuche milczenie. Kim Kiyosaki Ale pan Makowiecki czekał jeszcze wieści od Zagłoby. Wszystkie głowy pochyliły się w pełnym uszanowania pokłonie. Zagłoba zadziwił się: czas jakiś milczał i patrzył niespokojnie, następnie rzekł: - Michale, co ci to? Przemów, dla Boga! Wołodyjowski przemówił: - Tyle ich żyje, tyle ich chodzi po świecie, jeno mojego jagniątka już nie ma, jeno jej jednej nigdy już nie obaczę!...
Ot, gryzły mnie te konsyderacje i w dzień w polu, i w nocy w namiocie, bom sobie myślał: „Nu! my żołnierze, gorzejem!... Patrzże, co mu dajesz - siebie? Aleś ty moja, boś mi sama przyrzekła, więc cudze mu dajesz, nie własne; dajesz mu moje płakanie, moją boleść, może śmierć moją. „Zaraz!” - mówię i nie myśląc dłużej, w łeb Czubaczego; wtem on samego kapitana. - Jeźdźcy jakowiś sadzą! Pan Zagłoba zbudził się zupełnie. John Eldredge - Jak dawno zdradę zamierzyłeś i jakich masz tu w Chreptiowie wspólników? - Tom o zdradę oskarżon? - Odpowiadaj, nie pytaj! - rzekł groźnie mały rycerz. Przeszli i siedli, ale nim zdołał ktokolwiek pierwsze słowo przemówić, za oknem poczęły się odzywać psy.
Basia poczęła naprzód prychać na pana Zagłobę jak kotka, po czym rzekła: - Waćpan się chwalisz, żeś był za młodu Turek, i myślisz, że każdy Turek!... Stary wachmistrz dragoński widocznie tego samego był zdania, bo chwycił ręką za cugiel Basinego dzianecika, zawrócił go ku ucieczce i krzyknął desperackim niemal głosem: - W konie, jasna pani! Basia pomknęła jak wicher, ale sama; wierni trzej żołnierze stanęli murem na miejscu, by choć przez chwilę powstrzymać nieprzyjaciela i dać ukochanej pani czas odsadzenia się na większą odległość. - zakrzyknął pan Michał. - Byle nie coś takiego, czego nierada słucham. Wyszły przed częstokół i kapele: więc towarzyska z krzywuł złożona, kozacka z litaurów, bębnów i różnych wielostrunnych instrumentów, a wreszcie lipkowska, w której, modą tatarską, przeraźliwe piszczałki prym trzymały. Jan Grzegorczyk Pani i panna Boska ręce tylko składały dziękując Bogu, że im do takich serdecznych ludzi trafić pozwolił.
Tymczasem do elekcji było coraz bliżej. Nie opodal klasztoru, niżej, czekał wasąg pana Zagłoby, a przy nim dwóch czeladzi: jeden siedział na koźle trzymając lejce dobrze sprzężonej czwórki, na którą pan Wołodyjowski zaraz okiem znawcy rzucił; drugi stał przy wasągu z opleśniałym gąsiorkiem w jednej, z dwoma kielichami w drugiej dłoni. Ale teraz to inna rzecz. Wnet otoczyły Basię tłumy twarzy wąsatych, groźnych, nieco dzikich, ale rozpromienionych radością. Jan Grzegorczyk Wszelako waćpan masz tak bystry rozum, że chętnie jego zdania zasięgnę: mamli brać Baśkę do Chreptiowa czy też lepiej ją tu zostawić? Muszę jeno to dodać, że pustynia to okrutna. - Zaraz spostrzegłem, iż się za mną coś nieszczerego dzieje.
Komu się zwierzysz, jeśli nie mnie, niewieście? Widzisz! Prawie królewska krew w nim! Pan hetman mu dziesięć indygenatów, nie jeden, wyrobi. Ale widzę, że mi resztę dowcipu żałość wyjadła.” I przez jakiś czas dreptał w milczeniu, wąsikami tylko coraz mocniej ruszając. Niech się jeno uspokoi trochę, a pan hetman indygenat ci wyrobi, szyję daję! czasy idą takie, że okazji ci nie zbraknie, jeśli szczerze chcesz się sławą okryć. Rzeczpospolita kłamców Mogłem pana Antoniego Chrapowickiego gospodę zająć, bo to mój znajomy i przyjaciel. - Tak mnie nieboszczka jego matka zapewniała, a że niewiasta była cnotliwa, więc nie mam przyczyny wątpić. Po czym spojrzawszy bystro po obecnych rozdęła chrapki.
Spiesz się jeno, bo każda chwila droga!... Zagłoba, pogrążywszy się w milczeniu, zamyślił się o czymś głęboko; na koniec po wieczerzy wpadł w lepszy humor i tak ozwał się do towarzyszów: - Powiem wam to, w co by nie każdy rozum umiał ugodzić. To i pan Myśliszewski potwierdził, i basza chocimski co dzień powtarza, i hetman w to wierzy, że stułtan Doroszeńki bez pomocy nie ostawi, jeno wielką wojnę Rzeczypospolitej wypowie, a wtedy co ja z tobą zrobię, mój kwiatuszku najmilejszy, moje praemium z ręki boskiej dane? - Co się stanie z tobą, to się stanie i ze mną. Bogu i Najświętszej Pannie cię polecam, duszo ty moja myłeńkaja.” Basia po przeczytaniu listu oddała go panu Zagłobie, który przejrzawszy pismo, zaraz począł panu Snitce większe honory czynić, nie tak wielkie jednak, aby ów nie miał się spostrzec, iż ze znamienitszym wojownikiem i większym personatem rozmawia, który przezłaskawość tylko do poufałości go przypuszcza. Dla Wołodyjowskiego miał cześć wielką, a wobec sławy pana Zagłoby czuł się małym i nie myślał się nadstawiać. Palili i ścinali Tatarzy przez Chmiela na pomoc wezwani, paliliśmy i ścinali my.
Naraz, gdy pierwsze szeregi sięgnęły otwartego stepu, wstrzymały nagle konie, a z nimi zatrzymała się cała wataha. Basia usłyszawszy to zwróciła się do młodego Lipka i wyciągnęła do niego rękę. Znalazł ją rzeczywiście zaraz za stajennymi drzwiami siedzącą na wiązce siana. niechby się taki znalazł! wolałbym!... Wtem ziewnął pan Zagłoba głośno, odsapnął, wyciągnął nogi i rzekł: - Każże z takiego kochania psom buty uszyć! - A jednak - zaczął znów rycerz - jeśli miłować ciężko, to nie miłować ciężej jeszcze, bo kogóż bez kochania nasyci rozkosz, sława, bogactwa, wonności lub klejnoty? Kto kochanej nie powie: „Wolę cię niźli królestwo, niźli sceptr, niźli zdrowie, niźli długi wiek?...” A ponieważ każdy chętnie by oddał życie za kochanie, tedy kochanie więcej jest warte od życia... Bez woli bożej włos mi nie spadnie...
I łzy poczęły mu ściekać na wąsiki. Krzysia uczyniła zadość żądaniu rycerza, a ten znów rzekł: - Ilekroć będziemy sam na sam, mów mi po imieniu. - Do rady, mości panowie! Do rady, do rady, a żywo! - Żywo, bo głowa gore! - mruknął pan Zagłoba. Tyś gładysz nad gładysze, a dziewkom chyba i sam nie przyganisz. Jednakże był to próżny strach. Posadziwszy Krzysię na sofie, sam siadł przy niej i począł głaskać ją dłonią po włosach, jakoby głaskał małe dziecko.